26 września 2013

26.09.13r. - Ananasowy rozpieszczacz od Original Source

Witajcie :-)

Mimo tego, że za naszymi oknami aura przestała już nas rozpieszczać a jesień wcale nie okazała się taka złota, chciałabym Wam polecić coś fajnego na wieczorny relaks :-)

Można by rzec , że dzięki temu żelowi jestem jeszcze jedną nogą w lecie. Ma bardzo przyjemny , ananasowy zapach który bardzo długo utrzymuje się na skórze nawet po wyjściu spod prysznica. Bardzo lubię ananasy w każdej postaci, w wydaniu żelu jeszcze nie miałam okazji wcześniej spróbować i jestem mile zaskoczona jego atutami zapachowymi. 

Do tej pory nie przesuszył mojej skóry choć używam go minimum dwa razy w tygodniu a wręcz przeciwnie, używanie balsamu po jego aplikacji jest zbędne.

Zakupiłam go już w lipcu w Rossmannie za około 6 zł i muszę go pochwalić za jego wydajność. Generalnie jestem zwolenniczką prysznica dlatego też, żele u mnie w łazience leją się "litrami" ;-) Aby ładnie się pieniło nie trzeba go za dużo wylewać ,a dzięki gęstszej konsystencji można nałożyć go rzeczywiście tyle ile potrzebujemy. 

Dodatkowym atutem jest oczywiście odwrócona buteleczka. Pod koniec nie zachowuje się jak pijana i nie wywraca za każdym razem kiedy tylko się jej dotknie ;-) 

Także : 

" Poczuj naturalnie intensywne doznania.. " 

Polecam , na poprawę mojego humoru zawsze działa ;-)






16 września 2013

16.09.13r. - Rozświetlający błyszczyk do ust AA

 




Dziś chciałam Wam przedstawić bardzo fajny produkt firmy Oceanic S.A. - Rozświetlający błyszczyk do ust z efektem trójwymiarowego powiększenia. Wybrałam kolor " kuszący wrzos 05 ". Pojemność 7 ml.

Kupiłam go w drogerii za ok 8 zł, już jakiś czas temu - wtedy to była cena regularna bez promocji. 




Bardzo lubię tą firmę , znam ją generalnie od podkładów z których byłam bardzo zadowolona. Ceny mają przystępne a jakość bardzo dobrą. 

Ponieważ moja kosmetyczka posiada tylko jeden błyszczyk ( KLIK ) postanowiłam na jesień powiększyć ją o kolejny. Wiem, że przy październikowych wiatrach to dość ryzykowny zakup i może mi się wszystko do ust kleić , jednak jakoś wolę lekką formułę błyszczyku ze względu na to, iż mocniej zawsze akcentuję oko. Po prostu nie jestem zwolenniczką mocnego makijażu na całej twarzy, no chyba że jest to jakaś impreza okolicznościowa czy bankiet. 

Zdecydowałam się na ten odcień zupełnie przypadkowo a po firmę sięgnęłam dlatego, że już wcześniej poznałam się na jej jakości. Dopiero w domu zorientowałam się , co wsadziłam do koszyka - błyszczyk ten ma za zadanie trójwymiarowo powiększyć usta. Ponieważ ja mam raczej je duże, akurat najmniej mi na tym zależało ;-) 


 Skuszona jednak kolorem, otworzyłam go i poużywałam kilka dni. 


Co mogę o nim powiedzieć ? 

Jestem z niego bardzo zadowolona. Ma bardzo przyjemny smak, przypominający lekko malinę. Długo utrzymuje się na ustach , oczywiście w granicach rozsądku ;-) , to znaczy przy spożywaniu posiłków jak to błyszczyk - od razu znika. Przy aplikacji faktycznie czuć lekkie mrowienie na ustach , nie jest drażniące - jednak wyczuwalne przez dłuższą chwilę. Nie wysusza ust, nawet po "zjedzeniu" go , nadal są miękkie. Jak dla mnie może za bardzo  nadaje szklany połysk , jednak jak nałożę go odrobinkę to faktycznie ładnie podkreśla usta. 



A tak się prezentuje na ustach (dla porównania górna warga nie pomalowana): 



Do tego ciemniejsze oczko i gotowa do wyjścia ;-) 



14 września 2013

14.09.13r. - Czy mydełko może zaskoczyć ? Otóż, może i to bardzo ;-)



Niby to temat oczywisty, a jednak mnie po 30 latach mojego życia , bardzo zaskoczył ;-)

Przez moją łazienkę przewija się wiele, różnych mydełek - zależy to od preferencji domowników.  

Otóż ja sama jestem zdecydowaną fanką mydeł w płynie. Wydaje mi się to bardziej higieniczne. Oczywiście, jeśli jednego mydła używa tylko jedna osoba - to tak, czemu nie. Służą one mi nie tylko do mycia rąk ale również i buzi. To może wydać się dziwne, jednak jakiś czas temu ( może ze 3lata),zrezygnowałam z żeli i innych substancji myjących do twarzy. Wydaje mi się nawet, że z dużą korzyścią dla mojej cery.. I portfela ;-)

Wypróbowałam wiele firm, zapachów i konsystencji. Kupowałam zazwyczaj oryginalne opakowania ale nadszedł dzień w którym zdałam sobie sprawę (!) ;-) że najnormalniej w świecie przepłacam. Przerzuciłam się zatem na "dolewki". Zostało mi kiedyś jedno opakowanie po mydełku Luksja i tak od tamtej pory służy mi jako dozownik.

Wielką miłością zapałałam do mydeł firmy Dove, wszystkich rodzajów i zapachów :-) Pięknie nawilżają skórę, w ogóle jej nie wysuszają. Nie ma się poczucia ściągniętej ani swędzącej skórki. Przy nawet codziennym i kilkukrotnym użyciu w ciągu dnia dłonie nie "siwieją" . 



Wiadomo, czasami nachodzi człowieka chęć na zmiany. Mnie właśnie niedawno naszła owa chęć, która przypłaciłam chwilą strachu ;-) 



Ponieważ mam małe dziecko w domu, pilnuję tego bardzo aby zawsze umyć ręce po wyjściu do sklepu czy na spacer , innych pracach domowych i oczywiście po toalecie. W ręce wpadło mi w Rossmannie - antybakteryjne mydło Carex. Pomyślałam skoro antybakteryjne to świetnie sprawdzi się u mnie w domu. Niestety , chyba go przedawkowałam - to znaczy po dwóch dniach moje ręce zaczęły " siwieć " a po kolejnym dniu, zaczęła mi schodzić skóra z wewnętrznych części dłoni. Na prawej szczególnie. Żadne kremy nawilżające w ogóle nie pomagały. Swojej dolegliwości w ogóle nie kojarzyłam z tym, że mogłam przesadzić z używaniem mydła antybakteryjnego. Prędzej pomyślałam , że to łuszczyca, w dodatku zaczęło mnie strasznie swędzieć. 

Mimo tego co zapewnia producent , u mnie się to nie sprawdziło .


Dopiero moja mama zwróciła mi uwagę, abym smarowała ręce.. zwykłą wazeliną kosmetyczną. Po jednym dniu , problem zredukował się o połowę. W tej chwili została już mała plamka na prawej dłoni, którą tylko od czasu do czasu przesmaruję.

Oczywiście przerzuciłam się z powrotem na mydło Dove :-) Dlatego przestrzegam Was przy doborze mydeł. Niby to takie nic, sprawa setnego rzędu, jednak nie zwracając uwagi na to co wybieramy możemy sami sobie wyrządzić krzywdę na własne życzenie. Dosłownie przekonałam się o tym na własnej skórze, która zdecydowanie preferuje kosmetyki nawilżające a nie przeciwbakteryjne :-)

12 września 2013

12.09.13r. - Jagodowy "klops" czyli Granatowy Lakier Bell nr 521


Wy też tak macie, że jak Wam się spieszy to nic nie wychodzi ? 


Miałam ostatnio spotkanie ale brak czasu na to by się do niego przygotować dzień wcześniej. Nastawiłam budzik na 5 rano, mówię malujemy pazurki - bo przecież to wizytówka każdej z nas.. Oczko wcześniej zmalowałam na fioletowo a tu taki klops..

Kupiłam kilka dni temu lakier o pięknym, fioletowym kolorze, jednak nie miałam nawet kiedy go sprawdzić. Po raz kolejny przekonałam się, że jak się człowiekowi spieszy.. to niech najpierw coś wypróbuje zanim wpadnie mu pomysł aplikować produkt bez uprzedniego sprawdzenia przed samym wyjściem.

 





Najpierw poszła odżywka SH, później dwie cienkie warstwy białego lakieru ( na podbicie koloru ). Nawet wszystko ładnie , szybko wyschło. Ale aplikacja fioletu okazała się chybionym pomysłem. Albo lakier ten nie współpracuje z innymi albo trafił mi się bubelek. Na już sakramencko zastygniętych poprzednich warstwach po prostu nie przyjmował się gruntu. Przebijał okropnie biel nawet po dwóch warstwach. No dam mu jeszcze szansę, ze względu na kolor ale nałożę go już bezpośrednio na paznokieć ;-)


 



W swoich zbiorach na szczęście mam zawsze produkty sprawdzone, które ratują mnie z opresji. Jednym z nich okazał się lakier z Bell - Glam Wear - numer 521. 


 


Stan jego opakowania uległ już troszkę zniszczeniu , ponieważ mam go już ponad 2 lata i wciąż do niego wracam. Do tej pory nie zgęstniał a kolor pozostał bez zmian. Bardzo dużym plusem tych lakierów jest bardzo szybkie wysychanie oraz to, że wystarcza już jedna grubsza warstwa. Ja aplikuję dwie cieńsze bez żadnego podkładu. Będąc ostatnio w Naturze zauważyłam, że doszły nowe, bardziej żywsze kolory. Kosztują ok 10 zł ale naprawdę warte są swojej ceny. 

 



I tak, do fioletowego oka doszły granatowe pazurki ;-) 
Na szczęście wyrównałam sprawę dodatkami i nikt nie zorientował się, że wcale nie tak to miało wyglądać ;-) 






08 września 2013

08.09.13r. - Eyeliner Deep Black marki Wibo


Wy też tak macie, że jak kupicie coś fajnego to ponownie sięgacie po to samo tylko, że w innym odcieniu ? 



Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z eyelinerami Wibo :-) Najpierw był brązowy ( Klik ) a teraz jestem zauroczona czarnym - Deep Black. 

Kupiłam go za około 7 zł i choć to jest bardzo niska cena , jego jakość jest bardzo wysoka. Używam go już ok miesiąca i stał się moim niewątpliwym ulubieńcem :-)




Za co go sobie ulubiłam ?

Otóż jego kolor to rzeczywiście głęboka czerń - wystarczy jedna kreska, bez dokładek aby uzyskać prawdziwie mocną czerń. Posiada super pędzelek, którym można narysować bardzo cieniutką jak i grubszą kreskę. Ładnie utrzymuje się przez cały dzień , nie blaknie. Szybko się zmywa podczas demakijażu.  



Jedyne za co mi podpadł to to, że jak czasami zawieje mocniej wiatr i pójdzie mi łezka to potrafi się rozmazać. Nie jest wodoodporny. 

Wiecie, nie jestem specem od makijażu, moje malunki nie są profesjonalne a kosmetyki których używam są ogólnie dostępne i z normalnej półki. Jednak cóż by to była za uczciwa recenzja bez demonstracji na oku ;-) 

Wybaczcie za światło , ale te malunki robiłam w różne dni i przy zmiennym oświetleniu :-)







Tak się prezentuje cieniutka kreseczka 









A tak grubsza :-)




 
To bardzo fajne, że na polskim rynku kosmetycznym można zaopatrzyć się w produkty dobrej jakości i w przystępnej cenie. Polecam go raz jeszcze :-)

05 września 2013

05.09.13r. - W poszukiwaniu idealnej bieli..


Od jakiegoś czasu poszukuję białego lakieru do paznokci , który szybko wysycha i ładnie pokrywa płytkę paznokci. Stosuję go jako bazę pod "pogodne" kolory aby jeszcze bardziej uwypuklić ich barwę. 

Samego białego lakieru raczej bym się bała pozostawić no chyba, że towarzyszył by mu jakiś ładny wzorek / naklejka. Zauważyłam, że biały lakier bardzo fajnie profiluje krótkie paznokcie - wydają się jakby smuklejsze i dłuższe.

Dziś na tapetę wzięłam 4 białe lakiery ze swojego zbioru. Niestety, żaden z nich nie jest moim ideałem. Wciąż go poszukuję - mam chrapkę na 60 sek. z Avonu ale jak na złość, nie mam nikogo kto mógłby mi go zamówić. Ostatnio nawet czatuję na panią ze stoiska Avonu w jednej z galerii ale jak zawsze mam pecha albo nie ma jej przy stanowisku albo w ogóle jest nieobecna.

A oto one : 




















Tak się prezentują po nałożeniu jednej warstwy




A tak po dwóch :






Co mogę o nich powiedzieć

- Wysychanie : najlepiej sprawdził się Manhattan, niemal natychmiast zastygł 
  natomiast bardzo długo zeszło się Classics charming

- Krycie : zawiedziona jestem Manhattanem, przy dwóch warstwach nadal 
  widać prześwity natomiast świetnie pokrył płytkę Classics charming,
  My Secret też zdał egzamin 

A tak prezentuje się Golden Rose nr 346 , na kciuku bez podkładu



Efekt końcowy z utwardzaczem Sally Hansen :





Może Wy macie jakieś swoje sprawdzone lakiery do tego typu ulepszeń ?
Chętnie poznam Wasze opinie :-)

Pozdrowionka :-)





02 września 2013

02.09.13r. - Idealna torebka Primark


I mamy wrzesień :-) 
Bardzo lubię ten miesiąc, choć zdecydowanej większości z Was kojarzy się pewnie z końcem lata, wakacji czy urlopów. Mnie jednak, od niepamiętnych czasów zawsze podobała się ta lekka granica między odchodzącym żarem tropików a nadchodzącą piękną jesienną paletą barw. 

Ale do rzeczy ;-)
Chciałam Wam przedstawić dziś moją.. torebkę. Najfajniejszą w świecie. Tanią, jak na listonoszkę - bardzo pojemną i niezwykle wytrzymałą. Kupiłam ją dokładnie 3 maja na allegro i choć użytkuję ją niemal codziennie - nic , kompletnie nic złego jej się nie dzieje.


Wiele blogerek pokazywało co nosi w torbie, ja chcę Wam przedstawić godną polecenia właśnie samą torbę. 


Jest to listonoszka Primark - Atmosphere , z przeplatanym przodem. Zapinana na zatrzask oraz suwak. Posiada kilka kieszonek w środku. Jest stabilna, wyprofilowana ale nie sztywna. Mój zestaw jaki z niej nie wychodzi to pęk kluczy, portfel, błyszczyk, telefon + inne "niezbędne" akcesoria w zależności od sytuacji. Dużym dla mnie plusem jest w miarę gruby, regulowany pasek.Długość i szerokość po ok 20 cm. 



Jako,że jestem mamą i niemal każdego dnia jestem na spacerze, zakupach czy w odwiedzinach u dziadków - poszukiwałam torebki małej, zgrabnej i pojemnej. Oczywiście jak większość z kobiet, jestem posiadaczką wielu toreb ale zależało mi na czymś co przewieszę przez ramię i nie będzie mi przeszkadzać. I tak na allegro odnalazłam ją , mój ideał listonoszki :-) 


Niestety, właśnie sprawdziłam i sprzedawca u którego ją kupiłam nie ma już w swojej ofercie, jednak na allegro one występują i widzę, że cieszą się dużym zainteresowaniem. Zapłaciłam za nią ok 30 zł z przesyłką. 


Przed tą listonoszką , którą Wam przedstawiłam zakupiłam inną ,również na allegro - skusiła mnie cena ok 20 zł z przesyłką. Ale miała za cienki pasek bez regulacji, zapinała się tylko na zatrzask ( w autobusie aż się prosiła : okradnij mnie ;-) ) i nie była wyprofilowana więc wyglądała jak przeciążony woreczek. Wytrzymała ok miesiąca, a zamek musiałam spinać na agrafkę w oczekiwaniu na nową. Choć miała piękną kokardkę to na podstawie jej minusów zakupiłam prawdziwe złotko :-)


Na pewno zda egzamin na wyjście na spacer czy nawet na przejażdżce rowerem. Fajna na wyjście do kina i do sklepu. Potwierdzam, bardzo wytrzymała :-) Wykonana z eko skórki co jest kolejnym plusem na nadchodzące jesienne deszcze. Naprawdę z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu , kto ceni sobie wygodę ale nie zabiera ze sobą całej toaletki z kosmetykami ;-)