06 lutego 2015

Moje odchudzanie część 2


Wprowadzenie do tego tematu, czyli część pierwszą znajdziecie tutaj : KLIK Co działo się u mnie od tamtej pory ? Na początku września 2014 r.  zachorowałam na tak zwane korzonki, co kompletnie wyłączyło mnie z treningów. Zastrzyki, antybiotyki i przeciwóle tak osłabiły mój organizm, że  nie mogłam się pozbierać przez kolejny miesiąc. Przyszedł listopad, gdzie próbowałam za pomocą ćwiczeń rozciągających powolutku powrócić do sprawności. W grudniu kupiłam sobie rowerek stacjonarny, o którym napiszę więcej poniżej. Troszkę na nim pojeździłam w ramach wdrożenia się i tak nadszedł styczeń 2015.

Wiadomości na chwilę obecną nie są dobre. Nawet bym powiedziała, że kiepskie. Ale oto przed sobą macie pozytywną kobitkę, upartą i lubiącą wyzwania. Nawet te, których realizacja jest jak się okazało, bardzo ciężka. Przez ostatni miesiąc solidnie przyłożyłam się do treningów : co drugi dzień, 40 minut na rowerku stacjonarnym. O nie moje Kochane, to nie było machanie nóżkami, to było zalewanie się potem na tyle, że oczy piekły od spadających kropel. Mąż drapał się po głowie i podziwiał, on woli basen i bieganie - ja przede wszystkim z braku czasu zdecydowałam się na ćwiczenia w domu. Co do diety, to trzymałam się tego wszystkiego co proponowała mi Pani Doktor Dietetyk. No cóż.. Chociaż jej sygnalizowałam, że przeszłam dwa lata temu operację usunięcia woreczka żółciowego, to twierdziła, że nie może to mieć wpływu na odchudzanie. Jednym z jej sztandarowych przykazań było, abym jadła ostatni posiłek na minimum dwie godziny przed snem, nawet jeśli kładłam się spać o 3 w nocy. Tak też robiłam. Rozszerzyła mi dietę na ostatniej wizycie do 1500 kcal ze względu na intensywne treningi. Dlatego też jadłam normalne posiłki ale w mniejszych porcjach. Jedną z ciekawostek jakie mi przekazała to to, że w moim przypadku tkanka tłuszczowa umięśniła się i że będzie mi niezwykle trudno ją zgubić. Moim generalnym problem jest brzuch. Oceniam go na hmm.. 5 miesiąc ciąży. Weszłam na wagę dokładnie 1 lutego po miesiącu z rowerkiem i zdziwiłam się, że moja waga ani drgnęła w dół. Ani grama. Wołam, męża , że się popsuła a on, że wszystko jest z nią ok bo on przez ostatni miesiąc się ważył i chudł. Hmm.. Siadłam, pomyślałam, zaplanowałam i absolutnie się nie załamałam. No cóż, miesiąc w plecy ale to nie znaczy zaraz, że się poddam. 

Co zaplanowałam na miesiąc luty, jakich dokonam zmian w procesie odchudzania - tego dowiecie się poniżej :

JAKI TRENING

Ze względu na problem z łękotką w prawym kolanie jakiekolwiek sporty ruchowe typu bieganie odpadają. Zdecydowałam się na stacjonarny FLORYDA rower stacjonarny SPOKEY, który zakupiłam na allegro za ok 250 zł z przesyłką.


KALENDARZ ĆWICZEŃ 

Zdecydowałam, że od miesiąca lutego zwiększam czas przejazdu z 40 minut na 1 pełną godzinę. Jest ciężko, jednak z maksymalnie 400 kcal ( rzadziej 500) spalanie zwiększyło mi się do 700 kcal. Dalej utrzymuję częstotliwość co drugi dzień.


PRZYGOTOWANIA DO ĆWICZEŃ

Kiedy chodziłam na siłownię spotkałam się kilkukrotnie z dziewczynami, które ćwiczyły w pełnym makijażu. Ja rozumiem, że różne mamy defekty skóry, jednak taki trening moim zdaniem to zapychanie porów i generalnie krzywda dla niej. Stąd zawsze zmywam makijaż przed treningiem. Rowerk ustawiam maksymalnie jak najbliżej klawiatury od komputera aby spokojnie przerzucać kanały na youtube. Dla mnie to rewelacyjne rozwiązanie, dziewczyny umilają mi czas a godzina pedałowania mija nawet nie wiem kiedy. Obok mnie również stoi butelka z wodą niegazowaną z której bardzo często korzystam. Jest też telefon, dzięki któremu mam stałą łączność z instagramem.

TRENING

Wydawało mi się, że 40 minut jazdy na stacjonarnym roweru tak daje w kości, że dłużej się nie da. Otóż nic bardziej mylnego. Po pierwszym godzinnym przejeździe czułam, że mogłam jechać jeszcze dłużej. Staram się ustawiać obciążanie od najlżejszego ok 15 mint, cięższego 15 minut, 15 minut harówki aż pot się leje po oczach i kolejna 15 spokojnej jazdy, mogłabym ją nazwać fazą wyciszającą. Uwaga na siodełko ! Moje okazało się zdradliwe i po pierwszym treningu zdarłam do krwi skórę na prawym udzie. Kolejny już był z plastrem na ranie.

PIELĘGNACJA SKÓRY

Od jakiegoś już czasu po treningu używam namiętnie gąbki do masażu z peelingiem nie oszczędzając całego ciała. Nie skupiam się jedynie na udach czy brzuchu, ale szoruję się cała. O ile kiedyś bym nawet o tym nie pomyślała, to po ostrym treningu taki masaż wykonuję z czystą przyjemnością. Z tego wyczytałam w sieci, masaż taki powinno wykonywać się od łydek w górę, nigdy odwrotnie. 
 
DIETA

Zmieniłam zasadniczo również ilość i jakość jedzenia. Zrezygnowałam w 100% ze słodyczy. Piję niesłodzoną herbatę, mega litry wody. Postanowiłam całkowicie odstawić domowe obiadki, zastępując je całkowicie np. zieleniną, sałatką czy np. zupami (moja ulubiona z dyni) - wszystkim tym co nie jest kaloryczne. Przestałam liczyć kalorie. Niestety w moim przypadku spożywanie pełnych obiadów jest zgubne o czym mogłam się przekonać w dawnych czasach. Również pora spożywania kolacji uległa zmianie. Ustanowiłam sobie godzinę 18 jako graniczną. Często spędzam wieczory przed komputerem do 2 w nocy stąd głód zapijam wodą czy herbatą. Z własnych obserwacji zauważyłam, że jednak brak woreczka żółciowego spowalnia procesy odchudzania. No po coś on mi był potrzebny wcześniej ;o)



SUPLEMENTY DIETY

Nie łykam już super tabletek. Najnormalniej w świecie boję się, że bardziej mi krzywdę zrobią niż pomogą. Dopuszczam w diecie jedynie herbatki typu verdin.

PRZECIWNOŚCI LOSU

Postanowiłam je sobie wypunktować aby móc je zwalczyć. Określiłam je, zdefiniowałam i postanowiłam się z nimi rozprawić :
  • tendencja do tycia
  • brak woreczka żółciowego
  • wiek ( 33 lata )
  • organizacja dnia
O ile wieku już nie zmienię, to mogę przeciwstawić się tendencji do tycia. Woreczka sobie nie wstawię ale mogę pić herbatki na lepsze trawienie. Organizacja jest trudna, jednak udało mi się wygospodarować godzinę co drugi dzień na ćwiczenia. Kobiety, posiadające dzieci wiedzą, jak trudno wyrwać odrobinę czasu dla siebie. Jednak dla chcącego nic trudnego - maluchy idą spać a ja wskakuję wieczorkiem na rower i drałuję. Wiem, że najlepsze dla ciała treningi są rano, jednak w moim przypadku jest to nie do zrealizowania ze względu na to, że maluchy wstają nawet po 6 rano.

MOTYWACJA

Oj u mnie jest ogromna. Nie wiem skąd się to bierze, ale zawsze uparcie zmierzam do celu. Mnie pozytywnie nastawia nie tylko sam cel, ale każdego dnia staram się nie oglądać TV, nie słuchać wiadomości a otaczać się radosną muzyką, wesołymi ludźmi. Cieszyć się po prostu małymi sprawami :o)


Podsumowując

Do wiosny pozostało już niewiele czasu. Moim marzeniem jest osiągnąć rozmiar ubrań 38. Jak to mówią w pewniej reklamie ubezpieczeń, szczęście omija tych, którzy w nie nie wierzą. Zatem wierzę, że mi się na pewno uda. Tobie również ! :o)

P.S. Na początku marca zdam Wam relację z postępów w miesiącu lutym.


25 komentarzy:

  1. Wyczerpujący post ;) na każde zdanie chyba bym miała coś do powiedzenia ;) Ja nie mogę się zmusić do rowerka, bo mi skrzypi :D a mąż nie chce mi pomóć heh :P kiedyś trzeba będzie zacząć :) ale pomysł rowerka przed komputerem super :) z omijaniem słodyczy u mnie baaardzo ciężko, ale trzymam za Ciebie kciuki ;) powodzonka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój też skrzypi czasami a czasami wchodzi na bardzo ciche obroty :-))

      Usuń
  2. gratuluję wytrwałości :) ja zaczęłam 7 stycznia i zgubiłam już 3 kg :) moja mała sugestia abyś nie piła wody podczas jazdy rowerem - jak chodziłam na odchudzanie to tak trener mówił - jak bardzo musisz to tylko łyczek .... trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja dziś usłyszałam od mojej 5 latki - mamo, jesteś taka gruba jak te drzwi! Mówię jej, że przykro mi, że tak mówi, a ona na to - przepraszam mamo, jesteś gruba jak połowa tych drzwi :p
    Pora się wziąć za siebie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby tak każdy z nas pomimo niektórych przeciwności losu odnalazł w sobie choć trochę siły walki i połączył ją z systematycznością, to nie musiałby wciskać w swój organizm tony suplementów diety, które często gęsto szkodzą naszemu organizmowi, nie wspominając już o efekcie jojo. ;) Kochana, ja ci życzę abyś do końca wytrwała w obranym przez siebie celu. :) Powodzenia! I Trzymam kciuki za ten rozmiar ubrań 38. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ojej jak ja bym chciała mieć takie myślenie i samozaparcie...nie mam jakoś ostatnio motywacji....pojawiły się większe problemy ( choć u mnie niestety są duże i odkąd się córka pojawiła- jest niepełnosprawna, to doszły jeszcze inne) a mi siły opadły :( nawet to co uzyskałam do tej pory częściowo się cofnęło...wróciły mi 3kg.. :( a tak ciężko było je zgubić...nie wiem jak się zmobilizować, zorganizować ...ehhh jakiś dół mnie łapie...
    Trzymam kciuki :) powodzenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko głowa do góry ! Niebawem nadejdzie wiosna, dni będę dłuższe i słoneczko mocniej zagrzeje wtedy wszystkim będzie łatwiej :-) Buziaczki dla córeczki :-*

      Usuń
  6. Najbardziej spodobało mi się stwierdzenie o brzuchu, hmm 5 miesiąc, ja mam kochana tak samo. A powiedz mi czy stosujesz jakieś kosmetyki wyszczuplające, czy to coś daje? ja też ostatnio wzięłam się za rowerek, muszę schudnąć troszkę do wiosny, bo jak się nowa kolekcja pojawi w sklepach to znowu będę płakać bo wszystko mi się bedzie podobać a w nic nie wejdę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak stosuję, ale szczerzej o pielęgnacji napiszę wkrótce :-)

      Usuń
  7. Boże, ja mam brzuchol, że ludzie zerkają jakbym faktycznie w ciąży była. Ciężko mi coś zrzucić, jestem załamana. Nienawidzę ćwiczyć, a jeść lubię :P
    Proszę powiedz, masz jakieś strony z których czerpiesz dietetyczne przepisy? A jeśli chodzi o sałatki, to z czym? Często się zastanawiam co dodać, chodzi mi o jakiś niskokaloryczny dodatek, który warzywa połączy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Kochana, raczej rzadko szukam inspiracji w internecie. Moją największą książką kucharską jest warzywniak i Biedronka na stoisku z warzywami. Idę patrzę i wymyślam :-))

      Usuń
  8. I zapomniałam napisać, że życzę powodzenia w dążeniu do idealnej wagi i zdrowego samopoczucia ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Życzę Ci powodzenia w ćwiczeniach i postawionych sobie celach. Ja od grudnia regularnie chodzę na siłownie i uwielbiam wysiłek fizyczny. ;)
    Pozdrawiam. :**

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz co, kochana, z tym posiłkiem to ma ona rację. Jesz ostatni posiłek o 18 a chodzisz spać o 3 to jest wielka, wielka przepaść. A to wszystko powoduje, że potem rano, możesz mieć wielki głód i potem przez cały dzień chodzić nerwowa i mieć jeszcze większy apetyt na cokolwiek. Pilnuj poziom cukru, żeby się to normowało ;) Cukry złożone i będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się Kochana, jednak to kompletnie nie przyniosło efektu jedzenie w nocy. Ale spokojnie głód tak zapijam, że nawet go nie czuję za bardzo :-)

      Usuń
  11. Gratuluje takiej silnej woli... u mnie z nią ciężko... ale zaczynam powolutku kręcić hula-hopem... może chociaż to uda mi się przeżyć i wytrzymam dłużej niż tydzień.

    OdpowiedzUsuń